| Kolej |
|
„Chciałbym kupić bilet do Poznania” – zwraca się w języku migowym młody mężczyzna do kasjerki na dworcu kolejowym. Kobieta milczy. Jest zdezorientowana. Nie wie o co chodzi… Nie wie, ponieważ nie zna migowego.
To tylko jeden, z wielu problemów, z jakimi zmagać się muszą osoby z niepełnosprawnością; korzystające z usług Polskich spółek kolejowych. Polskie koleje nigdy nie były i nadal nie są dostosowane do potrzeb osób niesłyszących, niewidomych i niepełnosprawnych ruchowo. Niepełnosprawny na dworcu kolejowym musi pokonać wiele barier zanim wejdzie do wnętrza wagonu. Większość obiektów kolejowych powstała w okresie powojennym. Ich twórcy projektowali je z myślą o osobach zdrowych. Stąd też występujące na małych i dużych stacjach; liczne bariery architektoniczne wpisały się na stałe w krajobraz tras kolejowych. Na Polskich dworcach brakuje podjazdów do wózków, zautomatyzowanych wind, tablic informacyjnych dla niesłyszących, kas biletowych, w których okienka byłyby umiejscowione na wysokości twarzy osoby poruszającej się na wózku. Kolej nie zatrudnia osobistych asystentów, obsługa w kasach nie zna języka migowego, co więcej jest często nie uprzejma. Do potrzeb osób z niepełnosprawnością nie jest przystosowany również tabor kolejowy. Polskie wagony nie są przyjazne dla osób poruszających się na wózku. Wejścia do przedziałów i korytarze są za wąskie, drzwi do wnętrz wagonów mieszczą się za wysoko. Podróż pociągiem dla osoby niepełnosprawnej ruchowo to męka. Niepełnosprawny może liczyć jedynie na życzliwość innych podróżnych, którzy wniosą wózek do wagonu, a na stacji docelowej zniosą na peron. Polska kolej nie robi nic, by sprostać potrzebom i problemom niepełnosprawnych klientów. W swoich działaniach jest bardziej niepełnosprawna niż nie jedna choroba utrudniająca normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. |
Kolej